z ostatniej chwili

Jak Jasiu zrozumiał czym jest dobroczynność

Styczeń 12, 2015 | by zelaznalogika

 .

„Nie dajesz na Orkiestrę? To nie korzystaj z jej sprzętu!”

 

„Nie dajesz na Orkiestrę? To nie korzystaj z jej sprzętu!” – mówi typowy Jasiu Kowalski.

Ileż w tym zdaniu życzliwości do innych ludzi. Ileż w tym zdaniu jest tolerancji dla innych poglądów. Ileż w tym zdaniu jest chęci niesienia pomocy potrzebującym…

 .

„Nie płacisz podatków? To nie korzystaj z opieki państwa!”

 .

Bądźmy konsekwentni do bólu i weźmy tę zasadę „Nie dokładasz się to nie korzystaj” za logiczną regułę panującą we wszystkich dziedzinach życia. Wyobraźmy sobie taką sytuację.

Jasiu Kowalski stracił pracę. Normalna rzecz, przykra ale zdarza się. Następnego dnia po utracie pracy pełen nadziei na nowe otwarcie Jasiu wychodzi na miasto w poszukiwaniu kolejnego zajęcia. Niestety na przystanku autobusowym napada na niego dwóch zbirów, Jasiu dostaje kilka ciosów i złodzieje kradną mu teczkę z dokumentami oraz portfel. Poirytowany i obolały Jasiu dzwoni na policję i po pogotowie. Pierwsza przyjeżdża karetka:

– Dzień dobry, panowie pobili mnie. Boli mnie strasznie szczę…

– Dobra, dobra. Najpierw ubezpieczenie proszę pokazać.

– Yyyy, no nie mam…

– To co pan głowę zawraca? „Nie składasz się na NFZ to nie będziesz korzystał z pomocy pogotowia!” – rzucają i odjeżdżają.

 

Zszokowany Jasiu trzyma się za twarz i gorączkowo rozgląda się dookoła szukając wsparcia. Chwilę potem nadjeżdża radiowóz:

– O panowie, z nieba spadliście. Zgłaszam pobicie i jeszcze na pewno macie jakąś apteczkę, bo chciałbym się opatrzyć. Krew mi się leje z nosa. Wyobraźcie sobie, że karetka mnie nie chciała obsłużyć i odjechała…

– Nie obsłużyli???

– No właśnie nie, skandal jakiś.

– A podateczki pan płacisz?

– Nie.

– To do widzenia się z panem. Jest taka zasada „nie płacisz podatków – nie korzystasz z pomocy policji ani innych służb publicznych”

 

Załamany Jasiu wraca do domu opatrzyć się i poskarżyć żonie. Wyczerpany pobiciem oraz emocjami zasnął na kanapie. Sen przerwał dzwonek telefonu:

– Dzień dobry, pan Kowalski?

– Tak.

– Proszę przyjść dziś do szkoły po pracy, syn pobił się z kolegą.

– W zasadzie to jestem wolny teraz, mogę przyjść za 15 minut

– O to wspaniale, im szybciej zażegnamy ten konflikt tym lepiej.

 

W szkole:

– Dzień Dobry, Jasiu Kowalski. Ja po syna.

– O widzi pan, dobrze że pan się pojawił. Syn pobił się dziś z kolegą.

– Dlaczego się pobiłeś synek?

– A bo on mówił takie głupie rzeczy. Że nie daje na Orkiestrę, wiesz tatuś? Mówię mu że jak nie daje to niech się czasem nie odważy korzystać ze sprzętu medycznego z naklejką!

– Dobrze powiedziałeś, zuch chłopak!

– No właśnie, a on mi wtedy że to szantaż emocjonalny i że tak nie wolno mówić, bo nie na tym ma polegać dobroczynność że korzystać mogą tylko ci co się wcześniej złożyli. Że to ma być pomoc potrzebującym.

– To ci gnojek przemądrzały…

– No właśnie. I mu przywaliłem żeby się odczepił od Orkiestry. Jak nie chce to niech nie daje ale niech nie korzysta i nie hejtuje!

– No ale bić nie wolno jednak. Przepraszam pani dyrektor, porozmawiam z synem w domu na ten temat jeszcze. Co za dzień cholerny, najpierw karetka odmawia, teraz syn bijatyki urządza….
– Karetka odmawia? A to znaczy że pan nie płaci podatków, tak? No to przykro mi ale jutro syn do szkoły przyjść nie może.
 .

„Nie dajesz na inną akcję charytatywną? I co z tego!”

 .
Za bramą szkoły, w drodze do domu:
– Piona synek! 😀 Dobrze się zachowałeś. A szkoła niech się ugryzie w nos jak łaskę robi.
– Dzięki tatuś. Wiedziałem że zrozumiesz, przecież zawsze mi tak powtarzałeś. Co na obiad?
 .
(Właśnie, obiad… zapomniałem przez to całe zamieszanie. A portfela nie mam i nie ma za co kupić, cholera jasna….) Z zamyślenia wyrwał go nagle czyjś głos:

– Może grochóweczki dla Panów szanownych?

To jakieś panie z organizacji charytatywnej rozdawały zupę dla potrzebujących. Jasiu stanął jak wryty, bo zajęty swoimi sprawami w ogóle nie rozumiał czego od niego chce ta uśmiechnięta od ucha do ucha kobieta z talerzem w dłoni.
– Może zjecie panowie grochówkę? – powtórzyła.
– Yyyy…. no…. w zasadzie to my…..
– Głodni jesteście?
– Tak – wtrącił młody.
– No to nad czym się zastanawiać? Siadajcie tutaj do stolika i już podajemy zupkę.
– Ale wie pani. My nigdy nie dokładaliśmy się do waszych zbiórek… – spuścił głowę Jasiu.
– Nie rozumiem.
– No nigdy się nie składaliśmy to chyba nam nie przysługuje ta grochówka.
Kobieta wzięła się pod boki:
– Co też za głupoty pan wygadujesz? – roześmiała się – Zupa jest dla wszystkich. My nie zaglądamy nikomu w portfel tylko rozdajemy grochówkę każdemu kto przyszedł do nas głodny. Co pan, nigdy nie słyszał o akcjach charytatywnych?
– No właśnie chyba nie słyszałem….
– Siadajcie chłopaki. Duża porcja dla Was.
.

Stop hejterom

 .
Opowiastkę dedykuję wszystkim tym, którzy nie rozumieją na czym polega dobroczynność.
 .
Wszystkim tym, którzy dając coś innym oczekują czegoś w zamian.
 .
Wszystkim tym, którzy chcą selekcjonować komu pomoc się należy a komu nie.
  .
Życzę Wam żebyście się zastanowili przez chwilę zanim następnym razem pełni tolerancji i miłości rzucicie komuś w twarz „nie korzystaj ze sprzętu jeśli nie wrzuciłeś do puszki!”, bo być może mówicie do kogoś kto w życiu zrobił dla innych sto razy więcej od Was, lecz Wy o tym nie słyszeliście bo nie wrzeszczał na lewo i prawo i nie strzelał fajerwerkami.



Czytaj także: