z ostatniej chwili

Smoggy Python’s Flying Circus

Luty 5, 2017 | by zelaznalogika

modrzew

Z góry przepraszam, że będzie banalnie ale absurd w postaci latającego smogu i wierzących w to ludzi jest niesamowity i wymaga wytłumaczenia tego zjawiska na poziomie pięciolatków.

Smog = smoke + fog

(Najprostsza definicja) Nienaturalne zjawisko atmosferyczne polegające na współwystępowaniu zanieczyszczenia powietrza wskutek działalności człowieka oraz niekorzystnych zjawisk naturalnych: znacznego zamglenia i bezwietrznej pogody.

Innymi słowy, zawiesina pyłów unosząca się w mieście i tuż nad miastem w wyniku braku ruchu mas powietrza.

Kiedy smog znika? Gdy pojawi się wiatr. Wiatr sprawia, że zanieczyszczenia zostają wprawione w ruch i mieszają się z czystym powietrzem. Oprócz ruchu istotna jest również powierzchnia. Smog unosił się nad miastem na przestrzeni, załóżmy, 10x10km. Teraz ta sama ilość zanieczyszczeń miesza się z powietrzem na większej przestrzeni, a wskutek stale wiejącego wiatru ta powierzchnia bez przerwy rośnie, dzięki czemu staje się ono coraz „czystsze”.

Kto tego nie czuje niech zrobi prosty eksperyment. Wystarczy położyć kupkę kurzu na podłodze i w nią dmuchnąć. A potem włączyć jeszcze wentylator i czekać aż za 10 minut ta sama kupka, w nienaruszonej formie osiądzie idealnie dwa metry dalej.

Tak, że tak.

 


 

Wydawałoby się – proste jak drut. Ale nie dla wszystkich!

 

Latający smog

Otóż jak donoszą szwedzkie media nad Sztokholmem pojawił się smog. Skąd się wziął? Ano przywędrował z Polski 🙂

Komuś tam się chyba wydaje, że smog czyli mgła połączona z mikroskopijnymi cząstkami zanieczyszczeń może sobie ot tak fruwać z miejsca na miejsce, nie rozpraszając się po drodze (cząstki PM10 i PM2,5 wyjątkowo zwarte w grupie i odporne na rozdzielenie), bez zwracania uwagi na zmieniające się warunki atmosferyczne (mgła może powstać i utrzymać się tylko w ściśle określonych warunkach, o czym chyba ktoś zapomniał), lecąc idealnie w jednej linii w wąskim kilkukilometrowym kanale, no i oczywiście perfekcyjnie celując w miasto Sztokholm omijając po drodze np. Gdańsk, Władysławowo czy Gotlandię.

 

To musiało wyglądać tak.

Latający Cyrk Smoggy Pythona wzbił się w powietrze gdzieś nad Krakowem.

Trafił na podniebną autostradę żeby przypadkiem nie zgubić się po drodze.

Wiatr próbował go rozwiać ale nasz Smog dzielnie się trzymał w kupie.

Temperatura i wilgotność zmieniały się ale to nie miało żadnego wpływu na Latającego Potwora Smogetti. Trwał dzielnie i w nienaruszonej formie.

Leciał sobie leciał, aż zobaczył plaże na Helu. Już miał lądować ale wtedy pomyślał „Hej, przecież mamy strefę Schengen, lecę do Szwecji!”

Sunął niczym ptak nad Bałtykiem, prost aż do celu, wiatr namawiał go „Hej mały, może skręcisz odrobinę razem ze mną, dmucham trochę ze wschodu, to polecimy sobie do Norwegii, może nawet do Anglii?”. Dzielny nasz Smog Wawelski ani myślał. Ma być Szwecja!

Ale co to tam na dole? Toż to Gotlandia, szwedzka wyspa! Istne Pustkowie Smoga! Lądujemy? Nie!

Szwedzkie wybrzeże, jak pięknie, lasy, jeziora! Ale trzymajmy się ustalonego kursu, lećmy do Sztokholmu, chcę zobaczyć Museum Vasa i Pałac Królewski!

 

Tak marząc o Sztokholmie nasz kochany Smog ani się spostrzegł aż zasiadł na głowie jakiemuś redaktorowi i tak go zamroczył swoim PM10 i benzo(a)pirenem, że ten od razu napisał artykuł.

Artykuł ten lotem błyskawicy powieliła inna zamroczona gazeta, tym razem gdzieś w Warszawie.

 

I tak moi kochani powstał Smog w Sztokholmie. A teraz całus na dobranoc i śpijcie słodko.



Czytaj także: